FC Katy ścięte w Ostródzie

Po niecałych 2 tygodniach od 4. turnieju eliminacyjnego Mistrzostw Polski Ligi Nike Playarena, można na chłodno podsumować występ Mistrzów Konina na ostródzkich boiskach. Ze wszystkich drużyn, które dotąd reprezentowały Konin, FC Katy wypadły niestety najsłabiej, a po zeszłorocznym sukcesie KS Elpak Konin, na kolejne osiągnięcia konińskich team-ów trzeba będzie czekać do przyszłego roku.

Mistrzostwo Konina zdobyte przez FC Katy było w zakończonym sezonie sporą niespodzianką. Zaledwie 10. drużyna sezonu 2013/2014, pomimo kilku cennych zwycięstw nad silnymi przeciwnikami, stanęła na najwyższym stopniu podium głównie dzięki ponadprzeciętnej aktywności. W ogólnopolskim turnieju eliminacyjnym aktywność nie mogła być już atutem, a sukces trzeba było oprzeć przede wszystkim na umiejętnościach czysto piłkarskich. Umiejętności tych na pewno w jakimś stopniu zabrakło, jednak kluczowe znaczenie miało nastawienie psychiczne konińskich zawodników.

FC Katy pierwsze spotkanie zaczęły całkiem nieźle. Mecz z drużyną Elite Limited Edition toczył się głównie na połowie zespołu ze Szczecina i nawet stracona bramka nie osłabiła zapału ekipy z Konina. Brak skuteczności zemścił się niestety drugim straconym golem, a bardzo szybko upływający czas (grano 2×10 minut), nie pozwolił na doprowadzenie do wyrównania, mimo że Tomasz Roszak zdobył bramkę kontaktową. W końcówce zespół z Pomorza wykorzystał jeszcze jedną okazję i spotkanie zakończyło się porażką koninian 1:3. Jak się okazało, po pierwszej porażce w drużynie coś pękło, w konsekwencji czego, na tym spotkaniu udział Katów w ostródzkim turnieju w zasadzie się zakończył.

Występ Katów w kolejnych meczach grupowych z Wildeckie Orły Poznań (0:6) oraz Fundacją Nietykalni Szczecin (1:6) można podsumować stwierdzeniem, że “byli na boisku”, jednak ciężko w tej obecności doszukać się czegoś, co można by określić mianem gry w piłkę nożną. Było to raczej bezwładne bieganie od jednego pola karnego do drugiego. Doszukiwanie się wytłumaczeń typu: zakaz wślizgów, małe boiska czy silni przeciwnicy grupowi jest bezcelowe, ponieważ każdego obowiązywały takie same zasady, a przeciwnicy odpadli już w 1/8 finału.

Grupa była zdecydowanie do przejścia, jednak zabrakło połączenia chłodnej kalkulacji z boiskowym luzem – cech charakterystycznych dla Katów na własnym podwórku. Szukając pozytywów, warto zauważyć, że kolejna konińska drużyna zyskała bolesne, ale cenne doświadczenie w turnieju wyższej rangi niż lokalne rozgrywki. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym roku, kibice oraz zawodnicy konińskiej Ligi Nike Playarena będą mieli więcej powodów do świętowania.

Więcej z tej kategorii